Na emigracji

Na emigracji

Spośród wielu moich przeżyć, mógłbym stworzyć listę tych, które ,,sponiewierały” mnie najbardziej. Mój – niemal dwuletni pobyt w Niemczech, z pewnością by się na niej znalazł.

Pamiętam, i nawet zrobiłem zdjęcie. Tak, to zdjęcie mieszkania w Niemczech. Spędziłem tam dwadzieścia miesięcy życia. I tak, ściana była czarna. Żeby trochę ożywić tamten ponury stan, powiesiłem podobiznę Marilyn Monroe. W kącie, znajdował się stary, kineskopowy telewizor. Odbierał głównie niemieckie programy telewizji satelitarnej i był tylko jeden polski – taki religijny – czasem oglądałem. Pieniądze przeznaczone na pralkę, wydałem na zakup gitary.

Moje życie tam, nie było usłane różami. Przeszedłem swoje. I gdybym mógł decydować o wyjeździe po raz kolejny, pewnie przemyślał bym temat bardziej – lepiej. Wtedy, nie dałem sobie tego luksusu. I nie, nie poszedłem za głosem serca. Wtedy poszedłem za czymś innym, za dziwnym głosem ,,kalkulacji” i wyliczeń. Za tym, co tak naprawdę przyszło mi potem z siebie wyrzucać przez kilka kolejnych lat. Czy wyrzuciłem?

Minęło trochę czasu od tamtych chwil. Wzlatywałem i upadałem, lecz mimo wszystko trwałem. Cały ten przeżyty czas, późniejszy i teraźniejszy – ,,trwałem”. Aż przyszedł moment, przyszedł etap, że z ,,trwaniem”, chciałbym się już pożegnać.

Ostatnie wpisy

Skomentuj post

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *